Jeden wieczór, który zmienił wszystko

Dotyk anioła. Ten tytuł kojarzył mi się z serialem, który nałogowa oglądała moja babcia. Wizyta u niej oznaczała obowiązek oglądanie. Ten tytuł kojarzy mi się dobrze i przywołuje ciepłe wspomnienia. Chyba dlatego bez większego namysłu sięgnęłam po książkę o tym samym tytule. Spodziewałam się spokojnej opowieści o aniołach, które pomagają ludziom wyjść z kłopotów, a dostałam coś zupełnie innego. Czy jest czym się zachwycać?

Kto nie uważa ten płaci duży rachunek

Spokojna, ułożona i bardzo religijna Angel przyjeżdża do Las Vegas i na jeden wieczór zapomina o swoich zasadach. Rozluźnienie wynikające z dużej ilości alkoholu oraz narkotyków powoduje, że nawiązuje ona kontakt z mężczyzną, którego w innych okolicznościach by unikała. Tym mężczyzną jest Bradley. Jest on opryskliwy, cyniczny i mało kiedy okazuje inne uczucia niż pogarda. Brad jest zawodowym mordercą. Tych dwoje spędza razem cały wieczór. W pewnym momencie wpadają na szalony pomysł, który wydaje im się fantastyczny. Gdy budzą się rano i zdają sobie sprawę, co się wydarzyło i jakie będą tego konsekwencje są zdruzgotani. Dwoje ludzi, którzy są sobie kompletnie obcy teraz będą musieli nauczyć się ze sobą żyć. Czy z tego może wyjść coś dobrego?

Przyznaję, że Bradley bardziej przypadł mi do gustu. W to, że ktoś może być tak okropny jestem skłonna bardziej uwierzyć niż w kobietę tak dobrą jaką była Angel. Jak dla mnie to brak jej trochę realnego spojrzenia na życie i otaczający ją świat. Ciekawie było patrzeć jak tych dwoje próbuje przekonać siebie nawzajem do swoich racji. Prócz namiętności między Angel a Bradem pojawia się uczucie. Angel che zmienić swoją Bestie w księcia. Pytanie czy to możliwe?

Książkę czyta się dość szybko. Dużo się w niej dzieje, nie można się w z nią nudzić. Wszystko jest bardzo poprawne i dobrze skonstruowane. Czegoś jej jednak brakuje. Ja osobiście nie odczułam tej chemii, która popchnęła głównych bohaterów w swoje ramiona. Jak dla mnie był to alkoholowy wybryk, który gdyby chcieli mogliby łatwo odwrócić. Nie wierzę też, że miłość może zmienić człowieka w kogoś innego. Może ja mam za mało wiary w drugiego człowieka?

Oczywiście nie żałuję, że przeczytałam Dotyk anioła. Była to przyjemność ale raczej ta książka nie zapadnie mi w pamięć. Uważam jednak, że spokojnie możecie ją przeczytać, by wyrobić swoją własną opinię. Możliwe, że Wy będziecie mieli odmienne zdanie niż ja i wtedy możemy o tym porozmawiać.  Miłej i udanej lektury Wam życzę.

Okładka zdjęcie utworzone przez freepik - pl.freepik.com

Specjalistka od romansów historycznych

Julia Quinn jest autorką cyklu Rodzina Rokesby. To romans historyczny rozgrywający się w czasach minionych, w którym przewrotne poczucie humoru pisarki miesza się z urokiem i czarem opowieści. Pisarka ma na swoim literackim koncie już ponad 30 wydanych książek, toteż można powiedzieć, że ta należy już do starej, doświadczonej gwardii. Quinn skończyła Harvard, następnie postanowiła studiować medycynę na innym prestiżowym uniwersytecie – Yale. Jednak jej losy potoczyły się przewrotnie. Zamiast zostać lekarką wybrała…ścieżkę pisarki, która specjalizuje się w romansach historycznych. W Stanach Zjednoczonych uważana jest za jedną z najpopularniejszych i najbardziej poczytnych pisarek. W Polsce ukazał się niedawno pierwszy tom cyklu o rodzinie Rokesby pod tytułem: Jeden pocałunek.

Żywe, energiczne i odważne kobiety

Mimo tego, iż Julia Quinn skupia się na czasach należących już do odległej przeszłości, jej bohaterki nie mają za wiele wspólnego z tradycyjnym modelem kobiety z tamtej epoki. Stają przeciw ówczesnym konwenansom, pokonują kolejne bariery i granice, imponując przy tym odwagą oraz uroczą zadziornością. Jeden pocałunek to historia dość przekorna (https://www.taniaksiazka.pl/jeden-pocalunek-julia-quinn-p-1358215.html). Wszyscy oczekują, że Billie – młoda dziewczyna z rodu Bridgerton wyjdzie za mąż za jednego z braci Rokesby. Ta całe swoje dzieciństwo spędziła z dwoma przedstawicielami tej rodziny – Andrew i Edwardem, traktując ich jako swoich własnych braci. Na horyzoncie pojawia się jeszcze jeden, ostatni już brat – George. Arogancki, pewny siebie, nadęty, a przy tym dziedzic tytułu hrabiowskiego. Zarówno Billie, jak i George nie pałają do siebie sympatią, wręcz się nie znoszą. Los jednak lubi płatać figle.

Dominujące poczucie humoru

W pisarstwie Julii Quinn można wyróżnić jeden motyw przewodni – trafne i celne zabawne dialogi oraz wyważone poczucie humoru. Jej postacie zyskują charyzmę właśnie dzięki temu, w jaki sposób mówią. Przekomarzania się, ironiczne wtręty, sarkastyczne docinki – w tym wszystkim Quinn jest mistrzynią. Jednak Jeden pocałunek momentami prezentuje sobą spore niespójności – fabuła rozjeżdża się, miewa przestoje, które mogą nużyć czytelnika. Sama książka liczy sobie ledwie ponad 300 stron, także jako przedstawicielka romansu historycznego (w którym dominują pozycje o przytłaczającej objętości), jest wręcz książką o szczupłym rozmiarze. Nowy cykl Quinn może zainteresować fanów gatunku, jednak nie wszyscy będą zadowoleni ze zmiennego tempa akcji w fabule oraz przestojów, które czasami nie mają większego uzasadnienia w historii.

Okładka zdjęcie utworzone przez freepik - pl.freepik.com

Śmierć języka i zanik fragmentu kultury

Czym jest język i w jaki sposób przebiega proces jego wymierania? Znany antropolog, Don Kulick, postanawia dokładnie zbadać to zjawisko i opisać je ze wszystkimi szczegółami. Nie spodziewa się, że z pozoru prosta obserwacja, przemieni się w wieloletnią przygodę, pełną fascynujących przeżyć i znajomości. “Śmierć w lesie deszczowym” jest melancholijną, ale też pełną humoru opowieścią o zapomnianej wiosce w Papui-Nowej Gwinei, zamieszkałej przez tajemnicze plemię na skraju istnienia. Autor literatury faktu, zbliża się do gapuńczyków i poznaje ich receptę na szczęśliwe życie, skrupulatnie notując wszystko, czego doświadczy podczas tej niepowtarzalnej przygody. Wzruszająca i dająca nadzieję książka, napisana z prawdziwą pasją i otwierająca oczy na skutki rozwoju XXI wieku.

Powolny upadek kultury

Spośród 200 mieszkańców niewielkiej wioski, ukrytej w gęstwinie lasu deszczowego Papui-Nowej Gwinei, jedynie 45 starszych osób potrafi posługiwać się niemal zapomnianym językiem tayapu. Z każdym rokiem ich liczba maleje, nieubłaganie zmierzając do całkowitego wymarcia pewnej części kultury. Reszta plemienia również stale chyli się ku upadkowi. Mimo to, gapuńczycy nie tracą czasu na rozmyślania ani zmartwienia, a każdy dzień spędzają na ciężkiej pracy i zabawie. Liczy się dla nich jedynie tu i teraz. Don Kulick zafascynowany tym niewielkim światem, znajdującym się na uboczu XXI wieku i pozostającym daleko w tyle, na przestrzeni 30 lat wielokrotnie powraca do wioski, nie mogąc uwolnić się od jej wyjątkowej magii. Autor oprowadza czytelnika po wiosce, ukazując jak wygląda życie pośród gęstwin lasu, z dala od cywilizacji. Doskonale prezentuje wpływ kultury zachodniej na najdalsze i najlepiej skryte zakątki Ziemi. Jest to również sentymentalna opowieść o powodach, dla których antropolog uznał, że to już najwyższy czas pożegnać się z mieszkańcami wioski i ich zanikającą kulturą.

Celne spostrzeżenia i swobodny język

Don Kulick przedstawia niezwykłe obserwacje i zaskakujące spostrzeżenia, zabierając czytelnika w obcy świat, który mimo wszystko jest znacznie bliższy, niż mogło by się wydawać. Głębokie przemyślenia, melancholia oraz wzruszające opisy wyjątkowych ludzi, będących na skraju istnienia, nie pozwalają oderwać się od lektury. “Śmierć w lesie deszczowym” jest pierwszą książką autora, przełożoną na język polski. Niezapomniana przygoda i wspaniała opowieść, która rozwiewa smutek niespodziewanie przytoczonymi żartami i zabawami, poznanymi w Papui-Nowej Gwinei. Niepowtarzalna opowieść, stworzona przez empatycznego świadka zaniku języka tayapu.

Kawa zdjęcie utworzone przez freepik - pl.freepik.com